Sopophorus — jest to jeden ze składników Wywaru Żywej Śmierci i zarazem tytuł tej historii.
Nie wiem, czy analogia nie jest przypadkiem zbyt wydumana, ale dla mnie wszystko gładko się łączy, choć na początku trzeba sobie przypomnieć pierwszą lekcję eliksirów z Księcia Półkrwi. Fasolka sopophorusa kryje w sobie pytanie: od której strony i jak trzeba ugryźć życie, by uzyskać szczęście i spokój ducha? Czy to na pewno ma coś wspólnego z utartymi i powszechnie akceptowalnymi normami?
Choć w opowiadaniu główny bohater, Ray Griffith, będzie musiał poradzić sobie z z paroma irytującymi go zagadkami, to osią historii chcę uczynić jego dążenia do pokazania się światu takim, jakim jest.
Tańcząc z psidwakami — nie samymi dramatami żyje człowiek i choć główny problem Raya nie należy do tych najprostszych, tym podtytułem chcę zakomunikować, że mój fanfick kieruję bardziej w stronę komedii, a angstu wolę unikać. Dodatkowo, planuję stworzyć całą Serię Psidwakową, ale to dopiero początek i wszystko wyjdzie w praniu.
Mój twór zawiera w sobie tak zwane młode pokolenie. Akcja zaczyna się około dwa i pół roku po Epilogu, którym uraczyła nas pani Rowling. Ostrzeżeń jako takich nie mam, bo ani slashu, ani żadnego romansu nie zamierzam eksponować, a rating opowiadania to PG-13. Przewiduję trzydzieści pięć rozdziałów, margines błędu nie powinien być duży.
Krótkie wprowadzenie:
Nic tak nie scala mieszkańców domu Lwa jak niechęć do Ślizgonów. Ray Griffith z dumą nosi czerwono-złote barwy i podczas meczu quidditcha, jak i zwykłego dnia, a także stara się ucierać nosy Wężom bardziej z poczucia obowiązku niż prawdziwej niechęci. Razem z resztą drużyny często zajmuje w pokoju wspólnym najlepsze miejsca tuż przed kominkiem, co nie spotyka się z niczyją dezaprobatą. I choć nie jest traktowany poważnie, ginie w cieniu największych hogwarckich indywiduów, na ogół nie narzeka za wiele.
Czym jest wyjście z szafy i co ma wspólnego z Rayem? Dlaczego musi ukrywać się za zbrojami na korytarzach, by zamienić parę słów z ponurym Rastusem Nottem? Skąd nagła sympatia Gryseldy Lockhart, profesor wróżbiarstwa, i Mafaldy Wilburn, Gryfonki z tego samego roku? Kto nauczył Puchonów faulować na siedem różnych sposobów?
I czy na mieszkańców Hogwartu na pewno spadło nieszczęście…? Może niektórzy po prostu dostali szansę otwarcia własnej szafki?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz